Wstęp: styl to nie tylko „ładne meble”

Kiedy rozmawiam z klientami o urządzaniu mieszkania, rzadko zaczynamy od pytania „jaki kolor sofy wybieramy?”. Zdecydowanie częściej pada: „chcę, żeby w domu wreszcie dało się odpocząć” albo „brakuje mi tu charakteru, wszystko jest jakieś nijakie”. I tu właśnie wchodzą style wnętrzarskie – Japandi, Boho i Glamour – nie jako modne etykietki, tylko jako narzędzia do ustawienia codziennego życia pod ciebie.

To, na co patrzysz po przebudzeniu, jak wygląda twoje biurko do pracy z domu, ile rzeczy masz w zasięgu wzroku – wszystko to składa się na twoje samopoczucie. Dlatego nie chodzi o to, żeby „mieć Japandi jak na Instagramie”, tylko żeby twoje mieszkanie faktycznie wspierało twój rytm dnia. Dla jednych będzie to maksymalne wyciszenie, dla innych – kontrolowany, kreatywny chaos, a dla jeszcze innych – codzienna odrobina hotelowego luksusu.

Coraz rzadziej wybieramy jeden styl na krzyż. Zdecydowana większość osób, które spotykam na etapie metamorfozy mieszkania, kończy z hybrydą: trochę Japandi, trochę Boho, szczypta Glamour. I to jest bardzo dobra wiadomość. Dzięki temu możesz dopasować wnętrze do siebie, a nie do zdjęcia z katalogu.

Zanim przejdziemy do konkretów, zadaj sobie kilka prostych pytań:
chcesz bardziej wyciszenia czy energii? Wolisz „puste” przestrzenie czy lubisz mieć wokół siebie przedmioty z historią? Marzy ci się przytulne gniazdo, czy raczej efekt „wow”, kiedy ktoś wchodzi do salonu? Odpowiedzi na te pytania pomogą zdecydować, czy bliżej ci do Japandi, Boho, Glamour – czy do ich przemyślanego miksu.

Styl Japandi: spokój, prostota i… wysokość mebli

Japandi łączy skandynawski minimalizm z japońskim podejściem do harmonii. Na papierze brzmi to jak kolejny trend, ale w praktyce często ratuje głowę osobom przebodźcowanym całym dniem przed ekranem.

Pamiętam mieszkanie jednej klientki – 38 m², dużo ciemnych mebli, tysiąc bibelotów. Po pracy siadała na kanapie i mówiła: „nie umiem tu odpocząć, wszystko mnie męczy”. Przeszliśmy na bazę Japandi i po dwóch miesiącach usłyszałam: „pierwszy raz od lat mam wrażenie, że wracam do domu, a nie do magazynu”.

Jak „działa” Japandi w praktyce

W Japandi rządzą proste formy, naturalne materiały i stonowane kolory. Drewno, len, bawełna, papier – nic udawanego. Często bazą są jasne, złamane biele i ciepłe beże zamiast śnieżnej bieli rodem z katalogu. Mało kto o tym mówi, ale właśnie te lekko przygaszone, ciepłe odcienie świetnie radzą sobie w polskim klimacie i słabym nasłonecznieniu. W mieszkaniach wychodzących na północ czy w blokach, gdzie za oknem jest raczej szaro niż słonecznie, klasyczny „skandynawski biały” potrafi wyglądać zimno i szpitalnie. Japandi łagodzi to wrażenie.

Charakterystyczne są też niższe meble. To detal, który często ginie przy „kopiowaniu ze zdjęć”. Niska sofa, niska komoda, stolik kawowy zamiast potężnego stołu – dzięki temu środek ciężkości całego wnętrza jest bliżej podłogi. Przestrzeń wizualnie się uspokaja, a ty masz poczucie „uziemienia”. Przy pierwszym projekcie Japandi klientka zażartowała: „jakbym nagle mniej unosiła się w powietrzu, a bardziej była tu, na miejscu”.

Japandi dobrze radzi sobie też z wizualnym bałaganem. Nie przez to, że go „nie ma”, tylko dlatego, że zakłada ograniczenie liczby rzeczy na wierzchu. Zamiast rzędu świeczek, ramek i figurek – jedna dopracowana lampa, misa, większa roślina w prostej donicy. Mniej elementów oznacza mniej sprzątania i mniej kurzu „na widoku”.

Gdzie Japandi sprawdza się najlepiej

Ten styl szczególnie lubi małe mieszkania i osoby, które po pracy pragną ciszy. Na 30–40 m² minimalizm Japandi porządkuje optycznie przestrzeń i sprawia, że łatwiej oddychać.

Co ciekawe, Japandi często wypada lepiej niż klasyczny „skandynawski total” w mieszkaniach o gorszym świetle. Ciepłe, lekko przykurzone beże, złamane biele i naturalne drewno redukują wrażenie chłodu i „szarówki”, które wielu osobom przeszkadza w naszym klimacie.

Styl Boho: kontrolowany chaos, który lubi niedoskonałości

Boho to przeciwieństwo zdyscyplinowanego Japandi – ale tylko na pierwszy rzut oka. W praktyce, to bardzo przemyślany „artystyczny bałagan”. Dla wielu klientów to wybawienie, gdy mają krzywe ściany, nierówne sufity albo stare drzwi, z którymi nie wiedzą, co zrobić.

Kiedy pierwszy raz robiłam wnętrze w kamienicy typowo po boho, właścicielka powiedziała: „Nie chcę walczyć z tymi krzywiznami. Zróbmy tak, żeby to wyglądało jak zamierzone”. Boho przyjęło tę przestrzeń z otwartymi ramionami.

Co wyróżnia Boho

Boho kocha warstwy. Miękkie tekstylia, makramy, plecionki, orientalne dywany, dużo roślin i miks wzorów. Do tego pamiątki z podróży, rękodzieło, rzeczy z historią. To styl, który akceptuje nieregularne ściany, stare framugi czy różne odcienie drewna. „Niedoskonałość” staje się częścią uroku, a nie wadą, którą trzeba maskować.

Paradoksalnie, Boho wcale nie musi być krzykliwe. Wiele nowoczesnych aranżacji opiera się na spokojnej, jasnej bazie i boho dodatkach. I tu wchodzi ciekawy trik: jednym z najtańszych sposobów nadania wnętrzu autentycznego boho klimatu jest użycie naturalnie postarzanych tkanin – lnu, bawełny, juty. Zamiast idealnie gładkich, „sklepowych” zasłon, wybierz len, który ma już lekką nieregularność. Wnętrze od razu wygląda mniej katalogowo, bardziej „zamieszkale”.

Boho świetnie znosi też mieszanie odcieni bieli. W wielu stylach różne biele wyglądają jak błąd – tutaj krem, kość słoniowa i piaskowe biele ułożone obok siebie budują tylko większą przytulność i głębię.

Boho a mały metraż i chaos

W kawalerkach Boho bywa zdradliwe. Zbyt dużo drobnych dekoracji i nagle zamiast artystycznego luzu masz wrażenie, że mieszkasz w sklepie z dodatkami. Dlatego w małych mieszkaniach działam zasadą: kilka dużych, wyrazistych rzeczy zamiast mnóstwa małych.

Jeden pleciony fotel zamiast trzech małych taboretów, jedna duża makrama zamiast gęstej galerii ściennej, jeden konkretny dywan, który „spina” przestrzeń. Efekt jest boho, ale łatwiej utrzymać porządek.

Styl Glamour: blask z kontrolą, nie „tani połysk”

Glamour kojarzy się wielu osobom z „złotem wszędzie” i przerysowanym luksusem. W praktyce najlepsze realizacje Glamour są zaskakująco spokojne – bazują na stonowanych kolorach, a błysk traktują jak biżuterię.

Pamiętam projekt, w którym inwestorka chciała „Glamour na maksa”. Na pierwszym spotkaniu miała w telefonie same zdjęcia bieli ze złotem i kryształowymi żyrandolami. Po kilku wizualizacjach zrobiliśmy zupełnie inną wersję: beżowe ściany, ciemnozieloną sofę, dużo tkanin i tylko kilka złotych detali. Po miesiącu usłyszałam: „dobrze, że nie poszliśmy w totalny błysk, bo bym tego nie zniosła na co dzień”.

Sekret Glamour: kontrast, nie ilość

W Glamour połysk jest kluczem – ale tylko wtedy, gdy stoi obok matu. Jeśli wszystko się błyszczy, wnętrze błyskawicznie wpada w kicz. Zasada, której trzymam się w projektach, jest prosta: element błyszczący musi sąsiadować z czymś matowym.

Przykładowo: lustrzany stolik na tle matowej ściany, złota lampa przy welurowej, głęboko matowej tkaninie, połyskująca konsola zestawiona z dywanem o gęstej, chłonącej światło strukturze. Dzięki temu połysk wygląda na celowy, a nie przypadkowy.

Druga rzecz: paleta kolorów. Wbrew pozorom Glamour lepiej starzeje się w spokojniejszych odcieniach. Beże, szarości, ciemna zieleń, granat – na takim tle złoto, srebro czy szkło wyglądają bardziej szlachetnie. Agresywne połączenie śnieżnej bieli z ostrym złotem robi efekt „wow” na zdjęciu, ale na co dzień łatwo zamienia się w „jest tego za dużo”.

No i światło. Glamour wymaga ciepłego oświetlenia. Zbyt zimne żarówki (powyżej ok. 3000K) obnażają każdą rysę na błyszczących frontach i dają efekt „szpitalnego” połysku zamiast luksusu hotelowego. W wielu mieszkaniach wystarczyło zmienić barwę żarówek, żeby to samo wnętrze nagle zaczęło wyglądać znacznie drożej.

Japandi, Boho, Glamour – trzy światy, trzy temperamenty

Jeśli zestawimy te trzy style obok siebie, widać, że odpowiadają na zupełnie różne emocje.

Japandi to minimalizm, spokój i funkcjonalność. Ma uspokajać, upraszczać, dawać wrażenie porządku. Dobrze współpracuje z małymi metrażami i z osobami, które lubią mieć mało rzeczy na wierzchu.

Boho to eklektyzm, kreatywność i luz. Inspiruje, pobudza, dobrze dogaduje się z osobami pracującymi twórczo, które lubią otaczać się warstwami tkanin i przedmiotami z historią. Nie boi się krzywych ścian ani starej stolarki.

Glamour to teatralność, prestiż i celebracja. Idealny, jeśli lubisz dopracowane kadry, efekt „wow” i poczucie, że codzienność ma w sobie coś z wieczoru w dobrym hotelu.

Te różnice dobrze podsumowuje ta tabela:

Kryterium Japandi Boho Glamour
Główna filozofia Minimalizm, spokój, funkcjonalność Eklektyzm, swoboda, artystyczny charakter Luksus, efekt „wow”, reprezentacyjność
Dominujący sposób wyrazu Stonowane barwy, proste formy Miks wzorów, kolorów i faktur Połysk, metaliczne akcenty, bogate tkaniny
Minimalizm vs eklektyzm Wyraźnie minimalistyczny Wyraźnie eklektyczny Dekoracyjny, ale bardziej kontrolowany niż Boho
Wrażenie we wnętrzu Ukojenie, harmonia, porządek Przytulność, luz, kreatywny chaos Teatralność, prestiż, elegancja
Potencjał do łączenia w hybrydzie Świetna baza dla dodatków Boho i Glamour Dobrze łączy się z Japandi i Glamour Najlepiej działa jako akcent na tle Japandi/Boho

Najważniejsze: nie musisz się „zapisywać” tylko do jednego obozu. W praktyce bardzo rzadko spotykam mieszkania wierne jednemu stylowi od A do Z.

Hybrydowy styl wnętrz: nowy standard zamiast „czystej” estetyki

W ciągu ostatnich lat podejście do aranżacji mieszkań mocno się zmieniło. Kiedyś słyszałem: „robimy nowoczesne, robimy skandynawskie, robimy klasyczne”. Dziś rozmowa brzmi raczej: „chciałabym spokój Japandi, ale trochę przytulności Boho i jedną-dwie rzeczy Glamour, które robią efekt”.

Szacunkowo około 80% osób, z którymi pracuję, kończy z hybrydowym stylem, a nie „czystym” Japandi, Boho czy Glamour. To nie jest kaprys projektantów, tylko odpowiedź na realne życie mieszkańców.

Jak działa hybryda Japandi–Boho–Glamour

Najczęściej sprawdza się podejście: jedna estetyka jako baza, pozostałe jako przyprawy. Przykładowo:

  • baza Japandi: proste formy, stonowane ściany, naturalne drewno, niewysokie meble,
  • Boho w tekstyliach: lniane zasłony, plecione kosze, makramy, miękkie pledy, naturalnie postarzane tkaniny,
  • Glamour w detalach: złota lampa, lustrzany stolik, efektowne uchwyty, jedno duże lustro.

W efekcie powstaje wnętrze, które jest jednocześnie spokojne, przytulne i trochę „odświętne”. Nie krzyczy, ale ma charakter.

Coraz popularniejsze jest też połączenie Glamour z Japandi – elegancki minimalizm. Mniej rzeczy, lepszej jakości, za to z subtelnym błyskiem. Naturalne drewno i proste bryły mebli zyskują towarzystwo dyskretnych metalicznych dodatków.

PRO TIP: jeśli masz ograniczony budżet, najlepiej zbudować spokojną, tanią w utrzymaniu bazę (w duchu Japandi), dodać miękkości i „życia” tekstyliami Boho, a Glamour ograniczyć do jednego–dwóch dobrze wybranych elementów. Łatwo to potem „przeprogramować” bez remontu.

Tabela poniżej dobrze pokazuje, dlaczego hybryda tak zdominowała rynek:

Aspekt Wnętrza jednego stylu Hybrydowy styl wnętrz
Popularność wśród użytkowników ok. 20% ok. 80%
Elastyczność aranżacji Niska Wysoka
Dopasowanie do stylu życia Ograniczone Wysokie, mocno spersonalizowane
Możliwość łączenia Japandi, Boho, Glamour Symboliczna, raczej teoretyczna Kluczowa cecha i główna zaleta podejścia
Efekt wizualny Spójny, ale przewidywalny Spójny, lecz bardziej unikalny i charakterystyczny

Jak łączyć Japandi, Boho i Glamour, żeby nie wyszedł „sklep z dekoracjami”

Największe błędy przy łączeniu stylów pojawiają się wtedy, gdy wszystko jest „po równo”. Trochę Japandi, trochę Boho, trochę Glamour – w każdej strefie, bez planu. Efekt: wizualny hałas.

Kiedy pracuję nad hybrydą, zawsze ustalam z klientem hierarchię: kto jest głównym bohaterem, a kto go tylko wspiera.

Japandi + Boho: spokój z miękkością

To jedno z najbardziej naturalnych połączeń, bo oba style opierają się na naturalnych materiałach i miękkich, stonowanych barwach. Różnią się gęstością i liczbą warstw.

Praktycznie wygląda to tak:
baza jest Japandi – proste, raczej niskie meble, stonowane ściany, niewielka liczba elementów. Boho wchodzi w tekstyliach i dodatkach. Lniane zasłony, pleciony fotel, kosze z juty, bawełniane narzuty, makrama nad łóżkiem. Dzięki temu masz uporządkowaną przestrzeń, która nie jest „laboratoryjnie pusta”.

W jednym z projektów zamieniliśmy ciężkie zasłony i nadmiar ozdób na lniane firany, kilka większych roślin i jeden duży dywan w naturalnych tonach. Klient powiedział: „dalej jest przytulnie, ale jakby ktoś mi wyłączył szum w głowie”.

Japandi + Glamour: elegancki minimalizm

Tu kluczowe jest trzymanie się prostych brył i neutralnej palety, a Glamour wprowadzanie tylko w kilku miejscach. Na przykład:

  • prosta sofa, drewniany stolik, jasne ściany,
  • do tego lampa z delikatnym połyskiem,
  • lustro w subtelnie złotej ramie,
  • jedna lub dwie poduszki z lekkim połyskiem.

Takie wnętrze wygląda elegancko, ale nie męczy. Dobrze sprawdza się w mieszkaniach, gdzie nie chcesz codziennie widzieć „salonu balowego”, ale lubisz, gdy jest w tym trochę klasy.

UWAGA: najczęstszy błąd przy tym miksie to dokładanie kolejnych błyszczących rzeczy „bo ładne”. Trzy połyskliwe elementy mogą wyglądać szlachetnie. Dziesięć – prawie zawsze robi kłopot.

Boho + Glamour: luz z biżuterią

To ciekawa opcja dla osób, które lubią przytulność, ale jednocześnie chcą, by wnętrze wyglądało odrobinę bardziej „dopieszczone” niż klasyczne, hipisowskie Boho.

Dobrze działają zestawienia typu: rattanowy fotel i gruby, tkany dywan z aksamitnymi poduszkami z metaliczną nitką, kryształowa lampa nad stołem z naturalnego drewna, błyszczące uchwyty przy szafce z wiklinowym frontem.

Tu z kolei trzeba kontrolować liczbę warstw. Boho ma naturalną tendencję do „dokładania”, Glamour – do „powiększania” wizualnej intensywności. Kilka mocnych połączeń wystarczy.

Wszystko naraz: Japandi + Boho + Glamour

Najtrudniejsza kombinacja, ale da się ją okiełznać, jeśli pilnujesz dwóch rzeczy: palety kolorów i wyraźnej roli każdego stylu.

Dobre rozwiązanie to ciepłe beże, złamane biele, piaskowe odcienie i drewno jako baza. Japandi pilnuje prostoty mebli i porządku. Boho dokłada miękkość tkanin i odrobinę „niedoskonałości”. Glamour pojawia się w wybranych detalach – złoto, szkło, lustra – ale wszystko w kontrolowanej ilości.

PRO TIP: w takim miksie ogranicz się kolorystycznie, a odważniejszy bądź w fakturach. Jeden kolor beżu może mieć kilka struktur: gładką tkaninę, len, matową farbę, surowe drewno. To robi robotę, bez chaosu.

Małe mieszkanie: Japandi, Boho czy Glamour na kilku metrach?

Przy małych metrażach kluczowe pytanie brzmi: „czego mi najbardziej brakuje – przestrzeni, przytulności, czy odrobiny luksusu?”. Kawalerka nie wyklucza żadnego z tych stylów, ale każdy trzeba trochę „przyciąć” do skali.

Kiedy urządzaliśmy 26-metrową kawalerkę studencką, właścicielka uparła się na „trochę Glamour”. Ostatecznie bazą zostało Japandi, Boho pojawiło się w dwóch-trzech miękkich akcentach, a Glamour w jednym lustrze i lampie. Magia polegała na tym, że całość nadal dawała wrażenie oddechu.

Japandi w małym mieszkaniu

Tu ten styl naprawdę błyszczy. Jasne ściany, proste formy, ograniczona ilość mebli, dużo światła – to wszystko optycznie powiększa przestrzeń. Minimalizm „mniej, ale lepiej” pozwala każdemu centymetrowi pracować za ciebie.

Dodatkowy plus: niskie meble nie „zjadają” wysokości pokoju. Zamiast wysokiej, ciężkiej zabudowy, często lepiej sprawdza się niższa komoda i kilka prostych półek.

Boho w kawalerce

Da się, ale z głową. Zamiast dziesiątek drobiazgów, lepiej wybrać kilka mocnych elementów: jeden większy dywan, makrama nad łóżkiem, pleciony fotel, roślina w dużej donicy. Resztę trzymasz bardziej w ryzach.

Dobra praktyka to jasna baza i naturalne materiały. Boho wtedy „dzieje się” w strukturach i ciepłych tonach, a nie w natłoku kolorów.

Glamour na małym metrażu

Tu bardziej niż w innych przypadkach liczy się światło i połysk, a nie ilość mebli. Jedno dobre lustro może wizualnie powiększyć pokój lepiej niż każda „sprytna szafa”. Elegancki, niewielki stolik z połyskiem, dwa kinkiety zamiast wielkiego żyrandola – to są rzeczy, które robią klimat.

Najbezpieczniej sprawdza się miks: baza Japandi (prosto, jasno), trochę miękkości Boho (tekstylnia, naturalne kosze), jedna–dwie rzeczy Glamour (lustro, lampa, stolik). W małych mieszkaniach zasada „jeden styl jako fundament, reszta jako przyprawy” jest szczególnie ważna.

Jak zacząć metamorfozę: od emocji, nie od zakupów

Najgorszy scenariusz, jaki widzę w praktyce, to metamorfoza zaczynana od zakupów. Sofy, stołu, krzeseł – wszystko kupione, a dopiero potem pojawia się pytanie: „No dobrze, ale jaki my właściwie mamy styl?”.

Zdecydowanie lepiej zacząć od odpowiedzi na pytanie: jak chcesz się czuć w swoim domu?
Jeśli myślisz „spokojnie, jasno, naturalnie” – to jest kierunek Japandi.
„Kolor, warstwy, podróże” – Boho.
„Blask, elegancja, dopracowane detale” – Glamour.

Możesz zapisać sobie 2–3 słowa-klucze i trzymać się ich jak kompasu.

Krok po kroku – bez chaosu

Najpierw przejdź po mieszkaniu i uczciwie oceń, co już gra z tym kierunkiem, a co go blokuje. Minimalistyczna sofa i drewniany stół spokojnie odnajdą się w Japandi. Kolorowe tekstylia i pamiątki z podróży – w Boho. Lustra, złote dodatki i welur – w Glamour. Resztę możesz sprzedać, oddać lub po prostu schować.

Potem ułóż plan w etapach:

  1. baza: ściany, podłogi, duże meble,
  2. tekstylia i oświetlenie,
  3. dodatki i „biżuteria”.

Taki schemat trzyma w ryzach budżet i chroni przed impulsywnymi zakupami „bo promocja”.

PRO TIP: zacznij od jednego „testowego” kącika – np. fragment salonu albo sypialni. Zmień tam tekstylia, lampę, ewentualnie ustawienia mebli. Po tygodniu zobaczysz, czy bardziej ciągnie cię w stronę spokoju Japandi, energii Boho czy dopracowanego Glamour. Dużo łatwiej wtedy podjąć decyzje w skali całego mieszkania.

Koszty: Japandi, Boho i Glamour a budżet

To, ile wydasz na metamorfozę, zależy mniej od samego stylu, a bardziej od tego, jak go rozgryziesz.

Japandi a portfel

Przy Japandi bardzo dobrze działa zasada „mniej, ale lepiej”. Inwestujesz w kilka porządnych, bazowych mebli (łóżko, sofa, stół), a dodatki możesz dobrać budżetowo. Minimalizm sam w sobie jest sprzymierzeńcem oszczędzania, jeśli konsekwentnie pilnujesz ograniczonej liczby przedmiotów.

Boho i elastyczny budżet

Boho jest najbardziej „demokratyczne” finansowo. Świetnie przyjmuje rzeczy z drugiej ręki, własne DIY, rzeczy znalezione na pchlich targach. Zdarzało mi się robić bardzo przytulne wnętrza boho przy naprawdę niewielkich budżetach – cała magia była w tkaninach, roślinach i dodatkach z historią.

Glamour i mocne akcenty

Glamour potrafi być kosztowny, jeśli wszystko ma wyglądać „na bogato”. Ale nie musi. Najrozsądniej jest celować w 1–2 droższe, wyraziste elementy (np. żyrandol, stolik kawowy, sofę) i oprawić je w spokojniejszy, tańszy kontekst. To często robi lepsze wrażenie niż nadmiar „luksusowych” rzeczy średniej jakości.

Hybryda pozwala rozłożyć koszty: spokojna baza Japandi, tanie w zakupie boho-tekstylnia, jeden konkretny akcent Glamour. Dzięki temu mieszkanie wygląda spójnie i świeżo, a budżet nie pęka w szwach.

Najczęstsze pytania o Japandi, Boho i Glamour

Na koniec kilka praktycznych odpowiedzi wprost, bo o to klienci pytają najczęściej.

Czym charakteryzuje się styl Japandi we wnętrzach?
To połączenie japońskiego minimalizmu ze skandynawską przytulnością. Proste formy, naturalne materiały (drewno, len, bawełna), stonowana paleta (beże, szarości, złamana biel), niewielka ilość dekoracji i nacisk na funkcjonalność. Często pojawiają się niższe meble, które uspokajają wnętrze i dają poczucie „uziemienia”.

Jakie są główne różnice między stylem Boho a Japandi?
Boho jest swobodne, eklektyczne, kolorowe, lubi warstwy tekstyliów, rośliny i rzeczy z historią. Japandi jest uporządkowane, stonowane, oszczędne w dodatkach, stawia na minimalizm i prostotę. Boho podkręca ekspresję i indywidualność, Japandi wycisza i porządkuje.

Na czym polega styl Glamour w aranżacji wnętrz?
Glamour skupia się na elegancji i kontrolowanym przepychu. Opiera się na połysku (metal, szkło, lustra), luksusowych materiałach (welur, aksamit, marmur), efektownych detalach (żyrandole, dekoracyjne lampy, złote lub srebrne akcenty) i głębokich barwach na tle neutralnej bazy. Dobrze wygląda wtedy, gdy błyszczące elementy sąsiadują z matowymi i oświetlenie ma ciepłą barwę.

Jeśli miałabym zostawić ci jedną myśl na koniec, byłaby taka: nie wybieraj stylu „bo tak jest modnie”. Zastanów się, jak chcesz się czuć u siebie, wybierz jeden kierunek jako fundament i dopraw go pozostałymi. Japandi, Boho i Glamour nie są drużynami w przeciwnych narożnikach ringu – to trzy różne narzędzia, z których możesz zbudować wnętrze naprawdę skrojone pod ciebie.